20 lutego 2015

Remont: nasz dom przed i po.

niedrogie metody na remont

REMONT. 

Słowo, które od kilku miesięcy wywołuje u mnie szybsze bicie serca, rumieniec na twarzy i gęsią skórkę na karku. Niestety, bynajmniej nie są to objawy ekscytacji i radosnego podniecenia, a raczej przykra reakcja na samą myśl o wszystkich przygodach, które przyszło nam przetrwać od pamiętnego lipca 2014, kiedy wpadliśmy na wyborny pomysł wyremontowania mojego starego, rodzinnego domu.


Gdyby ktoś zapytał mnie, czy żałuję tej decyzji, pewnie w ciągu tych ostatnich siedmiu miesięcy co najmniej kilka razy wykrzyczałabym, że oczywiście, że tak, że chcę ją cofnąć i obiecuję, że już nigdy przenigdy nie wejdę do marketu budowlanego, tylko skończmy już ten temat. Przez remont wylałam morze łez, wydałam górę pieniędzy i pokłóciłam się z P. więcej razy, niż w ciągu całego związku. Powiecie, że przesadzam, ale uwierzcie mi - pogadamy, jeśli kiedykolwiek weźmiecie się za remont domu z 1943 r. Widok trzciny i mchu, wysypujących się ze ścian, kiedy wykuwasz drzwi z futryn... cóż, takiej mieszanki szoku i niedowierzania nie odczuwa się często. Albo to uczucie, kiedy pan gipsujący ściany informuje cię, pewnego ciepłego wieczoru, że w salonie odpadł kawałek sufitu.... Mogłabym wyliczać bez końca momenty, w których zwątpiłam i powiedziałam, że do końca życia chcę mieszkać z rodzicami - i wbrew pozorom, bardzo często to właśnie rodzice podtrzymywali mnie na duchu i zachęcali do dalszej walki, pomagając na tak wielu płaszczyznach, że chyba nigdy nie dam rady się im za to odwdzięczyć.

W OBI, do którego mamy najbliżej, jesteśmy w zasadzie codziennie - jeszcze trochę, a z większością pracowników będziemy na ty. Wiemy dokładnie, gdzie szukać jakich wkrętów, gdzie leżą które kołki i który z pracowników działu oświetlenie doradza najlepiej. Znamy całą procedurę zwrotów, wymian, cięcia na wymiar i manewrowania wielkimi wózkami. Już od dawna hasło "piątkowy wieczór" nie kojarzy mi się z klubowymi szaleństwami, jednak wciąż wiąże się z ogromną radością na samą myśl o znalezieniu na pustym parkingu świetnego miejsca blisko wejścia do sklepu. Ewidentnie zmieniły mi się priorytety ;)

Podczas remontu rozwiązaliśmy dziesiątki problemów i trudności, które stanęły nam na drodze. Przeszliśmy przez karkołomne wieszanie żyrandoli, poparzenia lampą halogenową, trzykrotne zrywanie paneli podłogowych, dwudniowe szorowanie dwudziestoletniej boazerii, kłótnie z serwisantem pieca gazowego i klęczenie z nosami przy podłodze podczas wstrzykiwania kotwy chemicznej (cokolwiek to jest) w rozchwianą podłogę. Były siniaki i skaleczenia, a nawet zerwany paznokieć. Było dosłownie wszystko i znacznie więcej, niż mogłabym sobie wyobrazić lub zaplanować. Na większość trudnych sytuacji nie byliśmy przygotowani i wszystkiego musieliśmy się uczyć od podstaw, zdobywając wiedzę z dziedzin, o których nie mieliśmy zielonego pojęcia.

Było trudno. Nadal jest i na pewno jeszcze długo będzie, zanim uda nam się wszystko ogarnąć, bo zaczynaliśmy w zasadzie od zera - od zrobienia ścian, sufitów, podłóg. Jednak teraz, kiedy cała przeprawa zdaje się być już na finiszu stwierdzam, że chyba jednak było warto. Nawet jeśli przez pierwsze miesiące po przeprowadzce będziemy żyli na tostach (jeśli rodzice pożyczą nam toster) i wodzie.

Było warto. :)

remont kuchni
kuchnia vol. 1
ciekawe pomysły kuchnia
kuchnia vol. 2
Myślę, że te dwa zdjęcia całkiem nieźle obrazują jak długą drogę przeszliśmy podczas remontu :)

6 komentarzy:

  1. Nie lubię remontów! :D Ale zawsze pocieszam się, że zaniedługo będzie cudowny efekt po remoncie haha :D

    OdpowiedzUsuń
  2. dla takiego efektu zdecydowanie warto :)

    OdpowiedzUsuń
  3. remonty to masakra! ale potem jak przyjemnie w domku :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapraszam na konkurs - do wygrania śliczna bransoletka ChouChou

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj było warto! Remont remontem, ale za to później są efekty :) Buziaki:*

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie znoszę remontów. Ale czasem trzeba i jest naprawdę warto :0 Widzę, że u Ciebie poważne zmiany :) Obserwuję :)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz. Jeśli masz jakieś pytania lub po prostu chcesz się ze mną skontaktować, pisz bezpośrednio na adres tytezmozesz7@gmail.com. Odpowiem na każdą wiadomość :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...