Czasy, kiedy z drżeniem rąk i wypiekami na twarzy otwierałam pudełko z nieśmiertelną Nokią 3330 bezpowrotnie minęły. Kiedy pomyślę, że zaledwie jakieś 10 lat temu kręciły mnie dzwonki monofoniczne i niewyraźne czarne grafiki, to zaczyna do mnie docierać, jak bardzo do przodu poszedł świat jeśli chodzi o telefony komórkowe. Przyznam szczerze, że nigdy nie byłam osobą specjalnie zafascynowaną nowinkami technologicznymi. Mój telefon miał dzwonić i wysyłać smsy, książki wypożyczałam z biblioteki, a muzyki słuchałam na odtwarzaczu mp3, który wygrałam z gazety. I to mi w zupełności wystarczało. Ale potem poznałam swojego chłopaka i wszystko się zmieniło. Nagle okazało się, że z telefonu można wycisnąć znacznie więcej niż oczekiwałam, a i z techniką można się zaprzyjaźnić do tego stopnia, że codzienna rutyna już nigdy nie będzie taka sama.
Coraz częściej łapię się na tym, że telefon przestał być dla mnie jedynie urządzeniem mającym ułatwić mi kontakt ze znajomymi i rodziną, a stał się czymś znacznie więcej - moim codziennym niezbędnikiem. W tym momencie, łączy on w sobie tyle przeróżnych funkcji, że naprawdę ciężko jest mi sobie wyobrazić funkcjonowanie bez niego. Jest moim zegarkiem, budzikiem, rozkładem jazdy komunikacji miejskiej i aparatem fotograficznym w jednym. Dzięki aplikacjom, które możemy pobrać za darmo, stał się urządzeniem, które na stałe wpisało się w mój rytm dnia.


